2010
06.21

Bill i ja

Kochani, bardzo Was przepraszam, ale nie było mnie w Polsce..
do tego myślałam,że notka została dodana ,a tutaj wchodzę i nic nie ma..
Już jutro dodam nową część..

***

W momencie kiedy wyciągnęłam zgnieciony liścik podjechał autobus.Miałam w kieszeni portfel,ale nie miałam komórki.Nie wiedziałam do kąd jechać ,ani co robić..
Gdybym pojawiła się u cioci przed Aną, byłyby jaieś podejrzenia i Ana mogłaby mieć kłopoty w domu.. Wolałam nie ryzykować i spędzić noc włucząc się po mieście.
W autobusie włączyłam sobie Vanessa Carlton – A thousand miles i przyglądałam się mijającym mnie domom, samochodom i ludziom.Wszyscy mieli takie szczęśliwe lub zabiegane twarze..Nagle poczułam rosnący we mnie smutek.Zawsze sobie mówiłam,że są na świecie ludzie, którzy nie mają domów, mają gorsze tragedie , a ja tak narzekałam na swoje życie.A tak naprawdę to mój świat nie różnił się niczym od światów innych nastolatków, tylko że ja miałam na głowie dodatkowe problemy związane z karierą…
Poczułam szturchnięcie na ramieniu.
-Gdzie jedziesz? – przyglądała mi się grupka chłopaków siedzących blisko mnie.
-Jeszcze nie wiem, chyba do centrum – wyjęłam słuchawki z uszu i zaczęłam z nimi rozmowę.
Wiedzieli kim jestem i nieźle się zdziwili widząc mnie tutaj samą , bez ochrony,bez specjalnego makijażu i fanów..
-Zawsze myślałem, że sława wiąże się z brakiem czasu.. -powiedział jeden, od samego początku spodobał mi się.
-W pewnym sensie mam mało czasu, ale umiem go dobrze zagospodarować.. -schowałam mp3 do kurtki i nawet nie zauważyłam jak wypadłą mi karteczka z kieszeni..
-Idziesz z nami na piwo? – spytał chłopak,który do tej pory siedział cicho.
-Co mi szkodzi..
Okazali się bardzo sympatyczni,ale widziałam,że są naćpani i to ostro..
W normalnej sytuacji nawet bym z nimi nie zaczęła rozmawiać, ale miałam wielką ochotę spędzić wieczór nie samotnie, ale właśnie z kimś..
Wypiłam trzy piwa i odrazu zaczęło mi szumieć w głowie..
W tym byłam wyjątkowo słaba, tymbardziej,że nienawidziłam pić.
Oni odrazu zaczęli to wykorzystywać i się do mnie przystawiać. Chciałam się bronić i robiłam to jak najdelikatniej..
-Sorry,ale naprawdę nie mam ochoty na flirty.. – wymigiwałam się,kiedy jeden przytulił mnie.
-Kotku..- próbował mnie pocałować i nagle przemieniło się to w szarpanine.
-Zostaw mnie ! -krzyczałam i wyrywałam się.
Trwało to ponad minutę, miałam na ndgarstkach ślady jego palców.
-Zostaw ją – usłyszałam i nagle chłopak który ze mną walczył wylądował na ziemi.
-Ligia, chodz szybko – złapał mnie Bill za rękę i wyprowadził na ulicę przed klubem.
Kręciło mi się w głowie, nie potrafiłam realnie myśleć..
-Jak mnie znalazłeś? – spytałąm opierając się o ścianę i trzymając za głowę.
-Daj spokój, to jest nie ważne.Dziewczyno, co ty z siebie robisz…?! zastanów się trochę.. nikt by ci tam nie pomógł , gdybym nie wszedł..-złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy.
-Nie jestem nikogo warta.Nie wiem po co tutaj przyjechałeś.. jestem zwykłą suką, która nie wie czego chce.. tylko cię ranię – krzyczałam.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził w ślepą uliczkę.
-Teraz to ty mnie słuchaj.Nie łaziłbym za tobą jak debil, gdybym uważał cię za sukę.Kocham cię jak wariat. A ty mnie ranisz.Ale tez doprowadzasz do szalństwa, kiedy cię nie widzę i nie wiem gdzie jestes ! -teraz to widziałam, że on jest zdenerwowany.
-Dlaczego ja zawsze muszę coś popsuć.. dlaczego? – czułam,że zaraz eksploduje mi głowa
W pewnym momencie zsunęłam się w dół i.. zapadła ciemność..

Komentarze są zamknięte.