05.22
Święta, to taki piękny, wyjątkowy okres czasu..
To właśnie dziś rodzi się Jezus i budzi się miłość w naszych sercach..
Chcę Wam życzyć jak najszczęśliwiej spędzonych dni z rodziną, radości z życia i miłości.Wszystkiego co najważniejsze. A szczegółnie zdrowia.Bo bez niego… nie ma niczego. Uwierzcie mi.
Kochani, to już drugie razem spędzone Święta.Dziękuję Wam, tak bardzo dziękuję.. ;*
Rozpoczynamy świąteczną serię..
***
Po powrocie ze spaceru już grzmiało od plotek.Każdy na nasz widok szeptał coś drugiemu na ucho.A ja.. źle się czułam z myślą,że tak poprostu nagle wszystko się zmieniło.Że zostawiłam Billa.. chociaż nadal nie wiedziałam
-sama co czuję i z kim chcę być..
Zostawiłam Toma i chwyciłam Anę za rękę ciągnąć do ciemnego pokoju.
-Nie wiem co robić.. -przytuliłam ją,a po policzku pociekły mi łzy…
-Kochanie..-powiedziała i mocno mnie trzymałą w swoich ramionach.
Nie potrzebowałam w tej chwili żadnych słów, tylko bliskości z kimś.. z nią. Trwałyśmy w uścisku dobre 10 minut.
- Najważniejsza jesteś teraz ty.Zastanów się dobrze czego chcesz.. – pocałowała mnie w policzek i zostawiła w pustym pokoju.
Usiadłam na parapecie i wpatrywałam w fajerwerki.Chłopacy puszczali,żeby uczcić jak oni to nazwali “noc zakochanych” bo dziś zrodziło się dużo nowych par.
Wyjęłąm komórkę i napisałam smsa do Billa.Nie chciałam,żeby dowiedział sie o mnie i Tomie z jakieś gazety ..
“Przepraszam.Wiem,że mnie zrozumiesz…” – wysłałam.
Otarłam oczy i uśmiechnęłam się.Trzeba życ chwilą..
Otworzyły się drzwi do pokoju i wszedł Jo,a w tym momencie przyszedł do mnie sms.
-Co tam sama siedzisz..? – spytał jakoś tak.. smutno.
-Myślę, przemyślam.. takie tam … nudy – usmiechnęłam się do niego i wyjęłam komórkę.
Usiadł na łóżku i wpatrywał się we mnie.
-Co jest ? -spytałam
-Nic nic..
“Mam nadzieję,że kiedyś będzie tak jak w moich snah..”
Zatkało mnie.Znów powrócił żal..
-To ja powinienem się spytać co jest bo widzę,że nagle taką minę zrobiłaś? – podszedł do mnie
-Nie ważne.. po prostu zwykłą suką bez uczuć jestem- powiedziałam i zrobiłam krok do przodu.
W tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju i wszedł Tom.
-To ja lepiej pójdę.. – powiedział Jo i dał mi do ręki jakąś karteczkę , tak żeby Tom nie zobaczył.
Usiadłam na łóżku , a Tom zbliżył się do mnie i ukucnął dotykając moich kolan.
-Dlaczego tak nagle uciekłaś? – spytał
-Musiałam to wszystko przemyśleć, ale już wszystko jest ok..
Zbliżyłam się i lekko go pocałowałam
-Kocham cię .. -przewrócił mnie na łóżko i pocałował namiętnie..
Leżeliśmy koło siebie przytuleni i roześmiani, kiedy otworzyły się drzwi i stanęła w nich.. Atina
-No to widzę,że nieźle się bawicie – koło niej wpatrywały się w nas jej koleżanki.
Wstałam trochę zmieszana.
Nagle podeszła Andrea.
-Spadajcie nie byłyście tu zaproszone – krzyknęła
-Śmieszne – odezwała się Atina robiąc z gumy balona i opierając się o drzwi.
-Wyjdzmy na zewnątrz – powiedział Tom łapiąc mnie za rękę.
Kiedy przechodziłam koło Atiny szturchnęła mnie.
-Spiepszaj – pchnęłam ją z całej siły ,a ta wywróciła się na dywan.
Nie nawidziłam jej w tej chwili z całej siły.Nie dość,że to ona zaczęła tą walkę, to przyszła pokazać, że jest lepsza. Nie miałam zamiaru dawać jej satysfakcji, chociaż wiedziałam,że ma przewage bo była z jakimiś dziewczynami, które na delikatne nie wyglądały.
Jedna już się zewała ,zeby mnie uderzyć.
-Spokojnie – powiedziała At wstając na nogi.
-Chodźcie na zewnątrz – powiedziała mierząc mnie od stóp do głów..
Wyszliśmy, a tam zrobiło się już niezłe widowisko.
Atina czułą się bardzo pewnie.
-Zacznę od tego,że ten dredziarz rzucił mnie i tak poprostu wrócił do niech, chociaż nieźle na nią przeklinał – powiedziała patrząc mi w oczy.
-Myśli,że może mieć wszystko , bo ma dużo kasy i sławę. A ta laska? Za wszelką cenę robi karierę, po drodze gubiąc przyjaciół! -krzyknęła.
Nie wytrzymałam.
-Słuchaj, to,że realizuję swoje marzenia to chyba dobrze. Nie wiem jak ciebie,ale mnie rodzice uczyli,żebym zawsze goniła do celu.I robię to .A to,że jesteś wredną szmatą, to nie moja wina ! Każdy wie jak było , jak leżałam w szpitalu to wyszło na jaw, jaka z ciebie przyjaciółka. Zostawiłaś mnie i odbiłaś mi chłopaka!
Zaśmiała się gorzko.
-Jeśli dał się odbić to znaczy ,że raczej nic do ciebie nie czuł? -spytała
Poczułam, jak łamie mi się powoli serce..
Nagle zrobił się szum i zobaczyłam Billa.. Wpatrywał się we mnie zimno..
-Co chcesz tym wszystkim osiągnąć? Zniszczyć mnie? To proszę bardzo, powoli robi mi się smutno – dodałam
-Ojej, jakie to dołujące, bo zaraz się popłaczę ! Nie dość ,że nie umiesz go przy sobie zatrzymać , to potem na siłę chcesz wszystko zniszczyć ! -zrobiła krok do przodu.
-Co masz na myśli? – spytałam
-A to,że jestem z nim w ciąży! Tak Tom, jestem z tobą w ciąży i co ty na to?! -krzyczała jak oszalała, a w tłumie wybuchł znów szum i odgłosy zdziwienia.
-Wy jesteście nienormali.. naprawdę nienormalni – rzuciłam Tomowi ostatnie spojrzenie i przepchałam się przez tłum.
Pełne napięcia rozmowy słyszałam nawet kiedy mijałam dom Andrei i kierowałam się w stronę przystanku autobusowego.
Miałam głowę pełną myśli ,ale nie byłam jakaś zła czy wściekła..
To było w pewien sposób przyzwyczajenie.przyzwyczajenie do bezsilności..
Usiadłam na zimnym przystanku i czekałam na autobus.Miałam do jego przyjazdu całe 10 minut..
Przypomniałam sobie nagle o liściku od Jo..