02.21
Zgubiłam część emaili do powiadamiania.
Wiem,ze jest to zaskoczeniem napewno,że wracam.
Ale nagle poczułam taką potrzebę..
NIe wiem na jak długo.
I nie wiem,czy będziecie to czytać.. Tak nawiasem byłam z mamą na zakupach. Ciuchy w mojej szafie się teraz po prostu nie mieszczą
**
Mijające samochody swoimi lampami przywracały do głowy masę wspomnien.To właśnie na tej autostradzie jeszcze pare miesięcy temu czuła się najszczęśliwszą osoba na świecie.. to właśnie tutaj tak wiele się działo.
Autostrada A2 –dla niektórych zwykła droga dzieląca jedno miejsce od upragnionego drugiego, a dla kolejnych miejsce rozmyślań i przeżyć.
-Ligia, co jest?- potrząsnęła mną delikatnie mama
-Nic mamo,zupełnie nic..-spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
Przypomniałam sobie słowa jakieś starej cyganki stojącej i śpiewającej na starym rynku pare lat temu.”Wspomnień nie da się zapomnieć, one żyją w nas na co dzień..”
Po aferze z wypadkiem musiałam zmienić miejsce zamieszkania. I tak jak kiedyś, zapomnieć o wszystkim.Tym razem na zawsze.. żyłam już ponad 3 miesiące w Hamburgu.Ludzie szybko skapęli się,że ogłoszenie w gazetach o mojej śmierci jest nieprawdziwe. Często zaczepiają mnie na ulicach i pytają,czy jeszcze wrócę do śpiewu.Odpowiadam stanowczo, że nie.Przez cztery tygodnie nie mogłam chodzić, rodzice wywieźli mnie do Stanów na operację kręgosłupa.Było prawdopodobieństwo,że nie będę już nigdy chodzić.Jednak udało się.Jestem cała i żywa, ale bez przyjaciół, chłopaka i bez perspektywy na dalsze życie..
Czy tęskniłam?
Nie wyobrażałam sobie życia bez nich.Byłam w tak zwanej agoni.Wszystko mnie dołowało.Tęskniłam tak bardzo,że czasem nawet nie czułam płaczu i płynących gorzko łez.Czasem przyłapywałam się na myślach samobójczych i chęciach zrobienia sobie krzywdy..
Nikt nie miał mojego nowego adresu,ani numeru telefonu.Wiele razy wystukiwałam numer Toma,próbując zadzwonić,lecz po paru sygnałach odłączałam się.Bo wiedziałam,że i tak sensu większego to nie ma..I tak nie mielibyśmy najmniejszych szans..
Karą,którą mama mi wyznaczyła ,było spędzanie czasu na siedzeniu w domu i nauce.
W wolnych chwilach płakałam.Na zmianę z grą na gitarze.Napisałam wiele pięknych utworów, jednak po czasie wywalałam je do kosza.Bo żyłam z myslą,że nic już mi nie jest potrzebne,że wszystko się już skończyło..
W nowej szkole poznałam świetnych ludzi.Znali moją sytuację,chcieli mi pomóc.Pomagali.Sama ich obecność poprawiała mi humor..
Na krótko.
Wiedziałam,ze Atina dzwoni do mamy.Wiedzialam,bo nie raz nakryłam ją , kiedy wyłączała się zdenerwowana lub rzucała słuchawką.A tylko At umiała ją tak bardzo wyprowadzić z równowagi.
Chciałam z nią porozmawiać,dać jakoś sygnał,że tu jestem..
Nie pozwalali mi siadać do komputera, ani oglądać telewizji.
Piątkowego popołudnia, kiedy wracałam ze szkoły nie dało ominąć się wielkich plakatów plakatów napisem „Koncert Tokio Hotel w niedzielę”. Tak samo nie dało się ominąć łez ..
Od samego momentu zobaczenia plakatu prosiłam w myślach boga,żeby zlitował się i mi pomógł.Kombinowałam jak urwać się z domu na ten wieczór.Ale wiedziałam,że mama na pewno przeczyta o tym,lub jakaś żałosna koleżanka jej powie.To było takie logiczne..
Przy pierwszych krokach w salonie podbiegła do mnie.
-Kochanie , w niedziele jedziemy do babci.Powiedziała,że upiecze twój ulubiony makowiec- starała się uśmiechnąć,ale za dobrze ją znałam.Widziałam stres w jej oczach.Zawsze w takich chwilach rozbiła jej się duża zmarszczka po prawej stronie czoła.
Usiadłam i wzięłam głęboki wdech.Teraz,albo nigdy.
-Mamo,nigdzie nie jadę.Wiem,że wiesz o koncercie.Albo pozwolisz mi tu zostać,albo zabiję się.Przysięgam.Zabiję się.Nie widzisz,ze mnie ranisz? Bardziej mnie ranisz, niż chronisz !-krzyknęłam i pobiegłam do pokoju na górę.
Kolejne godziny spędzone na płaczu były nie do wytrzymania, krztusiłam się łzami,wyrywając przy tym włosy.
Dobrze wiedziałam,że mi nie pozwoli..