2010
02.09

Nie czytaj, jeśli Ci smutno.

Chciałabym od nowa ustalić listę powiadomienia.
Jest ktoś chętny..?
Podawać emaile w tym komentarzu..

***

-Ligia otwórz drzwi.Porozmawiajmy –słyszałam narastające pukanie za ścianą.
-Daj mi spokój, odejdź wreszcie z mojego życia ! –krzyczałam, rzucając na oślep poduszką.
Wszystko we mnie wrzało.Sama się pogubiłam czy z żalu, tęsknoty czy wściekłości..Czułam się tak bardzo bezradna.. tak bardzo nie potrzebna.Chciałabym wiedzieć, że on myśli o mnie, że całkowicie nie odrzucił mnie ze swojego serca.. Tak bardzo chciałam to wiedzieć..
Cały weekend przeleżałam w łóżku wmawiając sobie chorobę.Mama była na tym punkcie przeczulona.Odrazu nakazała picie herbatek i mleka z miodem.Czytanie lektury i oglądanie filmów nie pomagało, myśl,że on jest tak blisko mnie i tego nie wie przerażała.Bolała..Ale czułam się bezpieczna. W czterech pustych ścianach..Dosłownie pustych. Bo każdy pokój, każde miasto , zapach i smak miało jakieś wspomnienie. Wszystko co przeżyłam, kojarzone było z jakąś chwilą.. A te ściany nie przeżyły i nie zobaczyły niczego ważnego.. nikt do mnie nie przychodził, nawet nikogo bym nie zaprosiła. Różowa farba odstraszała nawet największe fanki barbie. Nigdy nie śmiałam się w nim , jedynie płakałam. Tak naprawdę to tylko płakałam.
Niedzielny poranek obudził mnie wcześnie.Domek mieścił się niedaleko centrum, ale w dosyć oddzielonym miejscu. Dużo zieleni, nawet mały strumyczek się znalazł. Lubiłam siadać na parapecie, pić gorące mleko i wspominać wspaniałe chwile. A te wspaniałe chwile nawiązywały do niego. I do nich. Do każdej osoby, z którą spędziłam tamte półtorej roku..I pierwszy raz się nie popłakałam myśląc o tamtych pocałunkach,słowach.Nie uśmiechnęłam się, to było zbyt trudne.Jednak łzy stanęły. Tak jakbym ich już nie miała..
Dobrze wiedziałam,że pójdę na koncert.Nie darowałabym sobie, gdybym nie poszła. Domyślałam się, że nawet mnie nie zauważy, nie pogadamy nic. Ale chciałam mieć czyste sumienie, i już ostatecznie wiedzieć, że to koniec.
Koniec..
Jak to okrutnie brzmi..
Ale co zrobić, gdy jest to prawdą.. ?
Tak bardzo bałam się tych chwil..
Nie obawiałam się, że mama mnie nie puści. Jedzie do babci. Sama się w to wpakowała.Byłam pewna, że wie, że pójdę. Nie byłabym sobą, gdybym nie poszła..

Pare godzin później ocierałam pot z twarzy stojąc trzecią godzinę i czekając, aż rozpocznie się koncert. Miałam miejsce przy scenie.Serce rozszarpywała mi niecierpliwość..

Wyszli.
Pierwszy wybiegł Gustav.
Pierwsza łza.
Do głowy przyleciały niechciane myśli o wieczorach spędzonych przed kominkiem, rozmowy o wszystkim i o niczym. Rady dotyczące nie tylko Toma i Atiny, ale także mamy.Bo on jako jedyny potrafił mi pomóc i doradzić tak dobrze..
Georg..
Druga łza.
Kiedy był w pobliżu zawsze czułam jego ramie przy sobie. Mimo,że nie byliśmy razem, dał mi mały pierścionek –abym go nigdy nie zapomniała.. Przyjaciel to mało powiedziane.. Trudno opisać to co nas łączyło.. To była taka miłość… rodzeńska..
Bill
Trzecia łza..
Od niego wszystko się zaczęło.. To on był moją pierwszą miłością. Z nim czułam się najlepiej.Mimo, że byłam z Tomem, to on na zawsze pozostał w moim sercu ..
Tom…
Potok łez..
Zasłoniłam twarz i oparłam się plecami o barierkę..Ból rozszarpywał mi serce.
Jeszcze niedawno też występowałam na scenie. Zapomniałam jak to jest kiedy wszyscy na ciebie napierają, depczą i wyzywają.
Kochałam go.. tak bardzo go kochałam. Dlaczego ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej? Dlaczego..?
-Ty jesteś Ligia? Tak.. to ty.. –podniosłam głowę do góry.
Wielkie niebieskie oczy wpatrywały się we mnie przenikliwie i smutno. Nagle poczułam wielką potrzebe przytulenia jej. Na pewno domyślała się co czuję.jeśli była na tym koncercie, to na pewno znała naszą historię..
Przytuliłam ją najmocniej jak umiałam. Ścisnęła mnie i gładziła po włosach..
Tak jak kiedyś robiła to Atina..
-Nie płacz.. tylko nie płacz.. nie możesz.Zabraniam ci –szeptała mi do ucha i poczułam jej łzy na włosach..
Te chwile były dla mnie naprawdę trudne.. nigdy nie czułam się tak źle..
Leciało właśnie „rette mich” kiedy podniosłam się i zapłakanymi oczami wyszukałam na scenie Toma. Siedział na małym krzesełku i grał. Nie zmienił się.. ani trochę.
Marttina- bo tak nazywała się niebieskooka, trzymała mnie za rękę mocno.
Tak bardzo chciałam, żeby ostatni raz się na mnie spojrzał..
Końcem będzie opuszczenie przez niego wzroku..
Nowym początkiem .. nowym początkiem będzie to co stało się chwilę po tym.
Spojrzał na mnie.Serce mocniej zabiło.. gęsia skórka..płacz..
Nie opuścił wzroku.
To ja wybiegłam z Sali potykając się o innych.