2010
02.27

Wow,

Wow, teraz dopiero zauważyłam jak dużo czasu minęło od napisania pierwszej notki..
Rok.
Kocham Was.
I dziękuję za wszystko .

***

-Lig, wstawaj…zaraz mamy wywiad –usiadła na mnie Marta i krzyczała do ucha.
-No chwilę.. – mówiłam i odwracałam się w drugą stronę.
W pewnym momencie przypomniałam sobie o rozmowie z Tomem i cała radość z nowego poranka uciekła.
-Wstaję.. – powiedziałam i ledwo wyprostowałam nogi to miałam ochotę na położenie się do łóżka ponownie.
Przypomniałam sobie moje życie sprzed niespełna miesiąca. Wszystko było szare, pozbawione sensu.Nie miałam ochoty żyć. A teraz wiele się zmieniło . Znowu wchodzę po drabinie kariery, spełniam swoje marzenia. Miałam nadzieję, zaczynając to od nowa,że pozbędę się kłopotów miłosnych. Jednak widocznie niczego się nie nauczyłam od życia. Bo znów plątałam się we własnych uczuciach..
Dziewczyny opowiadały mi szczegółowo o imprezie Georga a potem o imprezie Jo. Podobno Jo ciągle wypytywał o mnie.
-I dałyśmy mu twój numer. Tak bardzo prosił.. – powiedziała Julia otwierając leys’y paprykowe.
- No zwariowałyście? Mało mi kłopotów.. nie dość , że wszystko się rozpada z Billem to do tego jeszcze Tom… – szepnęłam tak jakby do siebie, ale dziewczyny dobrze mnie usłyszały.
- Jakie problemy? Znów coś się stało..? Opowiadaj – popchnęły mnie na łóżko i usiadły naprzeciwko.
-Hej, jeszcze niedawno mnie poganiałyście do wyjścia – wystawiłam im język i zamknęłam drzwi od łazienki.
Przebrałam się szybko w swoje ulubione czarne jeansy rurki, na to spódnica w kratkę i bluzka czarna. Pomalowałam oczy kredką i tuszem.
Nagle napadło mnie na pomysł, żeby przebić sobie wargę.
- Hej, a może zrobię sobie kolczyk ..? – zawołałam z łazienki, ale w tym czasie usłyszałam tylko rozmowę zespołu z kimś. Widocznie w czasie , kiedy się kąpałam ktoś musiał przyjść do pokoju.
Rozpuściłam włosy, spakowałam szczotkę i wyszłam do pokoju.
Na krześle siedzieli chłopacy z Tokio Hotel. Ich oczy odwróciły się w moją stronę.
- Nie , nie przebijaj – wystawił mi język Gustav.
-Bardzo śmieszne – odwzajemniłam mu się tym samym i zaczęłam pakowanie rzeczy.
Tego najbardziej nie lubiłam. Ciągłe zmiany miejsca pobytu, zero prywatności. Ale miało to także swoje dobre strony. Marzenia nagle były na wyciągnięcie ręki..
Nie słuchałam dokładnie o czym rozmawiają, bo czytałam smsa. Nagle podszedł do mnie od tyłu Bill i mocno mnie przytulił. Uwielbiałam kiedy to robił. Zawsze przy tym całował mi szyję. Jednak czułam się trochę nieswojo, wiedziałam, że przygląda nam się Tom. A jeszcze niedawno to on całował moją szyję..
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się.
- Nie wiem kiedy znowu się zobaczymy.. – powiedział smutno.
- Zaczynamy nową trasę koncertową..
-Wyjdźmy na korytarz – pociągnęłam go za rękę i zamknęłam drzwi.
Miałam wielką ochotę go pocałować.
Kiedy tylko zamknęły się drzwi od razu się na niego rzuciłam. Nasz pocałunek trwał bardzo długo, nasze języki wariowały, a ręce szukały siebie. Czułam , że chcę tylko jego..
Po chwili drzwi pokoju otworzyły się, a ja szybko oderwałam się od Billa. Bałam się ,że to Tom.. jednak to Gustav wychodził z pokoju.
Bill miał zdziwioną minę.
-Kto jest waszym suportem..? – spytałam,bo nie chciałam, żeby poruszył temat.
-Jakieś laski.. nie wiem dokładnie, nie my ustalaliśmy. Podobno grają coś podobnego do was.. ale dopiero zaczynają.
Usiadłam na schodku i spojrzałam się na niego.
Już w tym momencie za nim tęskniłam..
Tęskniłam za nim.
Nienawidziłam rozstań..bałam się , że to koniec. Bo nigdy nie wiadomo jak się życie potoczy..
-Obiecaj mi , że nie zostawisz mnie.. – spojrzał mi w oczy i ukucną
Włożyłam ręce w jego włosy i uśmiechnęłam się bawiąc się nimi.
- Pod jednym warunkiem. Że ty też mnie nie zostawisz.. – pocałowałam go delikatnie w usta.
Oddał pocałunek.
Trzasnęły drzwi pokoju.
Odwróciłam się. Stał tam Tom.

Jego wzrok był otępiały, smutny, wściekły.. nie wiedziałam co robić. Czułam, że ciężko mu. I najgorsze, że nie wiedziałam jak mu pomóc. A tak bardzo chciałam.
Wiedziałam, co w tym momencie powiedziałaby mi Marta. Że nie warto. Że on by o mnie na moim miejscu nie pomyślał. Tylko chciałby ,żebym jeszcze bardziej płakała i łykała łzy.
Bill zauważył Toma. Domyślałam się, że wie o co mi chodzi. Jednak nagle chciałam , żeby poczuł , jak bardzo mi na nim zależy.
Mocno go przytuliłam. Pierwszy raz przy Tomie.
Minął nas szybko i wbiegł do pokoju.
Opuściłam głowę.
- Kocham cię.. – powiedział cicho i złapał mnie za brodę. Delikatnie dotykał po policzkach i pocałował.
- Nie chcę się z tobą rozstawać.. nie chcę znowu cię stracić.. – przytuliłam się do niego i poczułam jego perfumy.
-Nigdy mnie nie stracisz.. nigdy .
Wiedziałam , że ta chwila jest wyjątkowa..

Kiedy pakowałyśmy walizki do samochodu leciały mi łzy. Bill dał mi rozkład ich koncertów. Ja nie znałam jeszcze naszych.. ale w głębi serca miałam wielka nadzieję, że będą się odbywały blisko koncertów Tokio Hotel..

Wywiad miał odbyć się niedaleko Bremen. Jazda samochodem strasznie się dłużyła. Nie miałam dobrego humoru.. ciągle myślałam o Tomie i Billu..
Dziewczyny się śmiały, śpiewały i naśladowały sławne osoby na scenie..
A ja słuchałam Dżemu „List dla m” i powoli zbierały mi się łzy w oczach.
Dlaczego nigdy wszystko nie może się dobrze ułożyć? Życie nie chce chyba ,aby ludzie byli szczęśliwi.
Akurat kiedy w moim życiu toczyły się wojny uczuciowo-rodzinne, pojawił się Bill. Odnalazł mnie. I poruszyła mnie jego miłość. Bo wtedy zrozumiałam, że on mnie kochał mimo wszystko..
A podobno nie ma gorszej rzeczy od nieszczęśliwej miłości..
Bardzo chciałam go przeprosić , ze to ,że tak cierpiał, kiedy ja nie dostrzegałam jego miłości..
Ale nie wiedziałam jak.
Ciągle dręczyło mnie sumienie.Przed oczami widziałam twarz Toma, smutną zmęczoną.. wiedziałam, że żałuje swojej decyzji.
Kiedyś myślałam, że już na zawsze będziemy razem. Tyle przeżyliśmy.. wspólne radości i smutki..
Nie raz on mi wybaczył, nie raz ja jemu..
On żałuje swojej decyzji.
ae niestety, za późno to zrozumiał…
W głębi serca ciągle go kochałam.. ale nic nie mogłam zrobić z tym uczuciem.
I to tak bolało..
-Ligia, ty płaczesz?? – szturchnęła mnie lekko Julia.
-Nie, wszystko ok. –powiedziałam nie zdejmując słuchawek od mp3.
Czułam im oczy utkwione we mnie.. ale nie chciałam im się zwierzać.
Bardzo bolało mnie nadal postępowanie Atiny. To , że po moim odejściu od razu rzuciła się na Toma było nie uczciwe..
Chwyciłam za laptopa i weszłam na jej stronę internetową.
Miała nowe zdjęcia, ale zauważyłam, że nie wielu fanów komentowało jej fotki i wpisy.
Wstawiła zdjęcia z występów, a także zdjęcia zza kulis. Nie zabrakło Toma. Widziałam znowu smutek w jego oczach..
-Nie patrz na to.. –objęła mnie Marta.
-Chcesz pogadać.. ?- spytała
-Póżniej.. – spojrzałam znacząco na ludzi siedzących w samochodzie.
-Rozumiem – szepnęła i pocalowała mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się. Cieszyłam się ,że poznałam Martę. Bo tylko ona tak dobrze mnie rozumiała..
-Oni pierwszy koncert grają w Hamburgu.. – powiedziałam na głos.
-O której ? – spytała Karolina
-O 20:00 zaczynają. Zdążymy ,żeby wpaść..? – spytałam błagalnym tonem
-Postaramy się –zaśmiała się i uśmiechnęła.

2010
02.21

reaktywacja

Zgubiłam część emaili do powiadamiania.
Wiem,ze jest to zaskoczeniem napewno,że wracam.
Ale nagle poczułam taką potrzebę..
NIe wiem na jak długo.

I nie wiem,czy będziecie to czytać.. Tak nawiasem byłam z mamą na zakupach. Ciuchy w mojej szafie się teraz po prostu nie mieszczą

**
Mijające samochody swoimi lampami przywracały do głowy masę wspomnien.To właśnie na tej autostradzie jeszcze pare miesięcy temu czuła się najszczęśliwszą osoba na świecie.. to właśnie tutaj tak wiele się działo.
Autostrada A2 –dla niektórych zwykła droga dzieląca jedno miejsce od upragnionego drugiego, a dla kolejnych miejsce rozmyślań i przeżyć.
-Ligia, co jest?- potrząsnęła mną delikatnie mama
-Nic mamo,zupełnie nic..-spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
Przypomniałam sobie słowa jakieś starej cyganki stojącej i śpiewającej na starym rynku pare lat temu.”Wspomnień nie da się zapomnieć, one żyją w nas na co dzień..”
Po aferze z wypadkiem musiałam zmienić miejsce zamieszkania. I tak jak kiedyś, zapomnieć o wszystkim.Tym razem na zawsze.. żyłam już ponad 3 miesiące w Hamburgu.Ludzie szybko skapęli się,że ogłoszenie w gazetach o mojej śmierci jest nieprawdziwe. Często zaczepiają mnie na ulicach i pytają,czy jeszcze wrócę do śpiewu.Odpowiadam stanowczo, że nie.Przez cztery tygodnie nie mogłam chodzić, rodzice wywieźli mnie do Stanów na operację kręgosłupa.Było prawdopodobieństwo,że nie będę już nigdy chodzić.Jednak udało się.Jestem cała i żywa, ale bez przyjaciół, chłopaka i bez perspektywy na dalsze życie..
Czy tęskniłam?
Nie wyobrażałam sobie życia bez nich.Byłam w tak zwanej agoni.Wszystko mnie dołowało.Tęskniłam tak bardzo,że czasem nawet nie czułam płaczu i płynących gorzko łez.Czasem przyłapywałam się na myślach samobójczych i chęciach zrobienia sobie krzywdy..
Nikt nie miał mojego nowego adresu,ani numeru telefonu.Wiele razy wystukiwałam numer Toma,próbując zadzwonić,lecz po paru sygnałach odłączałam się.Bo wiedziałam,że i tak sensu większego to nie ma..I tak nie mielibyśmy najmniejszych szans..
Karą,którą mama mi wyznaczyła ,było spędzanie czasu na siedzeniu w domu i nauce.
W wolnych chwilach płakałam.Na zmianę z grą na gitarze.Napisałam wiele pięknych utworów, jednak po czasie wywalałam je do kosza.Bo żyłam z myslą,że nic już mi nie jest potrzebne,że wszystko się już skończyło..
W nowej szkole poznałam świetnych ludzi.Znali moją sytuację,chcieli mi pomóc.Pomagali.Sama ich obecność poprawiała mi humor..
Na krótko.
Wiedziałam,ze Atina dzwoni do mamy.Wiedzialam,bo nie raz nakryłam ją , kiedy wyłączała się zdenerwowana lub rzucała słuchawką.A tylko At umiała ją tak bardzo wyprowadzić z równowagi.
Chciałam z nią porozmawiać,dać jakoś sygnał,że tu jestem..
Nie pozwalali mi siadać do komputera, ani oglądać telewizji.
Piątkowego popołudnia, kiedy wracałam ze szkoły nie dało ominąć się wielkich plakatów plakatów napisem „Koncert Tokio Hotel w niedzielę”. Tak samo nie dało się ominąć łez ..
Od samego momentu zobaczenia plakatu prosiłam w myślach boga,żeby zlitował się i mi pomógł.Kombinowałam jak urwać się z domu na ten wieczór.Ale wiedziałam,że mama na pewno przeczyta o tym,lub jakaś żałosna koleżanka jej powie.To było takie logiczne..
Przy pierwszych krokach w salonie podbiegła do mnie.
-Kochanie , w niedziele jedziemy do babci.Powiedziała,że upiecze twój ulubiony makowiec- starała się uśmiechnąć,ale za dobrze ją znałam.Widziałam stres w jej oczach.Zawsze w takich chwilach rozbiła jej się duża zmarszczka po prawej stronie czoła.
Usiadłam i wzięłam głęboki wdech.Teraz,albo nigdy.
-Mamo,nigdzie nie jadę.Wiem,że wiesz o koncercie.Albo pozwolisz mi tu zostać,albo zabiję się.Przysięgam.Zabiję się.Nie widzisz,ze mnie ranisz? Bardziej mnie ranisz, niż chronisz !-krzyknęłam i pobiegłam do pokoju na górę.
Kolejne godziny spędzone na płaczu były nie do wytrzymania, krztusiłam się łzami,wyrywając przy tym włosy.
Dobrze wiedziałam,że mi nie pozwoli..

2010
02.09

Nie czytaj, jeśli Ci smutno.

Chciałabym od nowa ustalić listę powiadomienia.
Jest ktoś chętny..?
Podawać emaile w tym komentarzu..

***

-Ligia otwórz drzwi.Porozmawiajmy –słyszałam narastające pukanie za ścianą.
-Daj mi spokój, odejdź wreszcie z mojego życia ! –krzyczałam, rzucając na oślep poduszką.
Wszystko we mnie wrzało.Sama się pogubiłam czy z żalu, tęsknoty czy wściekłości..Czułam się tak bardzo bezradna.. tak bardzo nie potrzebna.Chciałabym wiedzieć, że on myśli o mnie, że całkowicie nie odrzucił mnie ze swojego serca.. Tak bardzo chciałam to wiedzieć..
Cały weekend przeleżałam w łóżku wmawiając sobie chorobę.Mama była na tym punkcie przeczulona.Odrazu nakazała picie herbatek i mleka z miodem.Czytanie lektury i oglądanie filmów nie pomagało, myśl,że on jest tak blisko mnie i tego nie wie przerażała.Bolała..Ale czułam się bezpieczna. W czterech pustych ścianach..Dosłownie pustych. Bo każdy pokój, każde miasto , zapach i smak miało jakieś wspomnienie. Wszystko co przeżyłam, kojarzone było z jakąś chwilą.. A te ściany nie przeżyły i nie zobaczyły niczego ważnego.. nikt do mnie nie przychodził, nawet nikogo bym nie zaprosiła. Różowa farba odstraszała nawet największe fanki barbie. Nigdy nie śmiałam się w nim , jedynie płakałam. Tak naprawdę to tylko płakałam.
Niedzielny poranek obudził mnie wcześnie.Domek mieścił się niedaleko centrum, ale w dosyć oddzielonym miejscu. Dużo zieleni, nawet mały strumyczek się znalazł. Lubiłam siadać na parapecie, pić gorące mleko i wspominać wspaniałe chwile. A te wspaniałe chwile nawiązywały do niego. I do nich. Do każdej osoby, z którą spędziłam tamte półtorej roku..I pierwszy raz się nie popłakałam myśląc o tamtych pocałunkach,słowach.Nie uśmiechnęłam się, to było zbyt trudne.Jednak łzy stanęły. Tak jakbym ich już nie miała..
Dobrze wiedziałam,że pójdę na koncert.Nie darowałabym sobie, gdybym nie poszła. Domyślałam się, że nawet mnie nie zauważy, nie pogadamy nic. Ale chciałam mieć czyste sumienie, i już ostatecznie wiedzieć, że to koniec.
Koniec..
Jak to okrutnie brzmi..
Ale co zrobić, gdy jest to prawdą.. ?
Tak bardzo bałam się tych chwil..
Nie obawiałam się, że mama mnie nie puści. Jedzie do babci. Sama się w to wpakowała.Byłam pewna, że wie, że pójdę. Nie byłabym sobą, gdybym nie poszła..

Pare godzin później ocierałam pot z twarzy stojąc trzecią godzinę i czekając, aż rozpocznie się koncert. Miałam miejsce przy scenie.Serce rozszarpywała mi niecierpliwość..

Wyszli.
Pierwszy wybiegł Gustav.
Pierwsza łza.
Do głowy przyleciały niechciane myśli o wieczorach spędzonych przed kominkiem, rozmowy o wszystkim i o niczym. Rady dotyczące nie tylko Toma i Atiny, ale także mamy.Bo on jako jedyny potrafił mi pomóc i doradzić tak dobrze..
Georg..
Druga łza.
Kiedy był w pobliżu zawsze czułam jego ramie przy sobie. Mimo,że nie byliśmy razem, dał mi mały pierścionek –abym go nigdy nie zapomniała.. Przyjaciel to mało powiedziane.. Trudno opisać to co nas łączyło.. To była taka miłość… rodzeńska..
Bill
Trzecia łza..
Od niego wszystko się zaczęło.. To on był moją pierwszą miłością. Z nim czułam się najlepiej.Mimo, że byłam z Tomem, to on na zawsze pozostał w moim sercu ..
Tom…
Potok łez..
Zasłoniłam twarz i oparłam się plecami o barierkę..Ból rozszarpywał mi serce.
Jeszcze niedawno też występowałam na scenie. Zapomniałam jak to jest kiedy wszyscy na ciebie napierają, depczą i wyzywają.
Kochałam go.. tak bardzo go kochałam. Dlaczego ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej? Dlaczego..?
-Ty jesteś Ligia? Tak.. to ty.. –podniosłam głowę do góry.
Wielkie niebieskie oczy wpatrywały się we mnie przenikliwie i smutno. Nagle poczułam wielką potrzebe przytulenia jej. Na pewno domyślała się co czuję.jeśli była na tym koncercie, to na pewno znała naszą historię..
Przytuliłam ją najmocniej jak umiałam. Ścisnęła mnie i gładziła po włosach..
Tak jak kiedyś robiła to Atina..
-Nie płacz.. tylko nie płacz.. nie możesz.Zabraniam ci –szeptała mi do ucha i poczułam jej łzy na włosach..
Te chwile były dla mnie naprawdę trudne.. nigdy nie czułam się tak źle..
Leciało właśnie „rette mich” kiedy podniosłam się i zapłakanymi oczami wyszukałam na scenie Toma. Siedział na małym krzesełku i grał. Nie zmienił się.. ani trochę.
Marttina- bo tak nazywała się niebieskooka, trzymała mnie za rękę mocno.
Tak bardzo chciałam, żeby ostatni raz się na mnie spojrzał..
Końcem będzie opuszczenie przez niego wzroku..
Nowym początkiem .. nowym początkiem będzie to co stało się chwilę po tym.
Spojrzał na mnie.Serce mocniej zabiło.. gęsia skórka..płacz..
Nie opuścił wzroku.
To ja wybiegłam z Sali potykając się o innych.

2010
02.01

Wszystko straciło sens

Wszystko straciło sens..Miałam nadzieję,na wielką zmianę, na powrót do tamtych chwil..
Lecz kiedy spojrzał na mnie zdałam sobie sprawę,że wszystko straciłam.Mimo,że tak bardzo chciałam być z nim.. tak bardzo chciałam zacząć od nowa..
Jego wzrok oznaczał jedno.W głowie walało się stado różnych myśli.
Zatrzymałam się na ławce w parku ,wycierając w rękaw łzy.
-Nie będzie tak jak kiedyś..-powiedziałam sama do siebie opuszczając głowę.
Przypominałam sobie powoli każdą wspólną chwile,każdy uśmiech,śmiech,smutek,dotyk,pocałunek..
-Zbyt piękne, by trwało wiecznie..-podniosłam się po godzinnych przemyśleniach.
Podniosłam się. Ale nie psychicznie.
Otuliłam się rozpiętą kurtką ,czując na policzku płatki śniegu..
„Ze wszystkich rzeczy wiecznych, miłość trwa najkrócej..” – znowu przemykało przez myśli te zdanie..
Drzwi do domu mama zostawiła otwarte, na pewno wiedziała,że nic z tego nie będzie.
Zapłakana weszłam wolnym krokiem do pokoju rzucając na podłogę szalik.
W przedpokoju ujrzałam zapłakaną mame..
-Ligia, dlaczego ja byłam taka głupia.. –zrobiła krok do przodu
-Córeczko, przepraszam.. nie mam prawa odbierać ci szczęścia..-podeszła,przytulając mnie.
-Odejdz ode mnie..- odepchnęłam ją zimno wbiegając na strych.
„Tak niedawno wszystko zaczęło się na strychu…” – spojrzałam na pódło z pamiątkami, które mama zamknęła po przywiezieniu mnie tutaj.
Otworzyłam je delikatnie zaglądając do środka.Zdjęcia, wycinki z gazet, wydruki z Internetu, listy..
Wszystko straciło sens.Nie było już tego uczucia, nie było wspomnień..
To wszystko byłoby za piękne, gdyby wspomnień nie było.. jednak ich nie dało się wywalić, wyrwać z pamięci..siedziały uparcie i czychały na moment, kiedy mogły urwać się do mojej podświadomości..
Zazwyczaj dobrze trafiały.
Na chwilę załamania czy smutku.
Dobijając mnie przy tym jeszcze bardziej..
Usiadłam na zakurzonym materacy przytulając misia sprzed lat.
Chciałam się cofnąć o pare lat wstecz..zacząć układać życie od nowa,może wtedy nie ułożyłoby się tak strasznie smutno..
Po przepłakanej godzinie usłyszałam z dołu zamknięcie drzwi i rozmowy.
Przypomniała mi się chwila sprzed ponad roku, gdy Tom przyszedł do mnie na strych ..
Wtedy wszystko się zaczynało..
Gdybym wiedziała,że tak źle się skończy..

Wstałam , wypełniając przy tym cały pokój kurzem. Otworzyłam okno w kształcie koła,pozwalając płatkom śniegu wpaść do środka..
Zasnęłam.
A sen spowodował uśmiech na mojej twarzy..
A może to nie była sprawa tylko uśmiechu..?

Ale pocałunku na moim policzku..