01.24
Tylko w śnie potrafiłam zaprawdę zapomnieć o całym bólu i żałości wypełniającej serce..
Kiedy otworzyłam oczy , w pierwszym momencie nie mogłam sobie przypomnieć jak się tutaj znalazłam.Ale wszystko wróciło po chwili.
Poprawiłam gumkę na włosach, która podczas spania opadła na same ich końcówki.
I dopiero wtedy poczułam jak bardzo zimno jest na strychu.Spojrzałam na materac, nie przypominałam sobie,żebym się przykrywała kocem.
-To pewnie mama –pomyślałam i podciągnęłam koc pod samą szyję.
Zegarek wskazywał godzinę 4 :30. Słońce jeszcze nawet się nie pokazało..
Wstałam, z nieuwagą depcząc szeleszczący papierek pod moimi nogami.Obok niego leżało pełno misek po jedzeniu, owoce i dwie butelki wody niegazowanej.
Usiadłam z powrotem na materacu i otworzyłam zieloną kopertę.
„Pamiętasz jak obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy..?
Że zawsze nasza przyjaźń przetrwa.
Opuściłaś nas na tak długo.
Wróć, proszę.
Spotkajmy się jutro o 12:00 w parku.
Bill”
-Co..?- powiedziałam sama do siebie nie wierząc własnym oczom.
-Dlaczego? Jak to..? Kiedy on tu był..? skąd wie , gdzie mieszkam..? – pytania sypały się w mojej głowie co chwilę.
Pierwszy raz od tak dawna chciałam krzyknąć z radości..
Ale była też niepewność…
Zbiegłam na dół wpadając do pokoju mamy nie zwracając uwagi na wczesną godzinę.
-Mamo ! Kiedy on tu był?! – wskoczyłam na łóżko obok dużego puchatego kota.
W pierwszej chwili widziałam na jej twarzy wymalowaną złość, że ją obudziłam.Ale chyba zrozumiała ,że jestem zbyt przejęta, aby nie odpowiedzieć..
-Przyszedł jakąś godzinę po twoim wybyciu na strych.. i nawet nie wiem o której poszedł.. chciał siedzieć przy tobie , aż się nie obudzisz..
Zamurowało mnie.On siedział przy mnie.. tak jak kiedyś.. a ja nawet o tym nie widziałam ! Tylko spałam..!
-Mamo ! Ale jak on tutaj trafił..?! –prawie krzyczałam
-Podobno szukał cię.. ale powiedz mi dlaczego Bill..? – wyprzedziła moje pytanie.
-To znaczy… Toma nie było..?
Spojrzała mi głęboko w oczy i lekko kiwnęła głową.
-Przykro mi. A teraz idź lepiej spać. Czeka cię trudny dzień…
Miałam na sobie jedynie krótką pidżamę, ale i tak wyszłam w głąb chłodnego poranku..
Usiadłam na ogrodzie i wpatrywałam się w wschodzące słońce.
Górowało tak nisko.. tak ślicznie witając swoimi promieniami wszystkich mieszkańców..
-Zawsze taka dumna.. – uśmiechnęłam się do nieba.
Zrozumiałam,że nie mogę się poddawać. Że wszystko może wrócić do normy.. do tego jak było kiedyś..
Wiedziałam,że nie będę miała Toma. Że.. że to już koniec.
Prawdziwy koniec..
Ale nigdy nie można wątpić w przyjaciół..
Przez chwilę zaczęłam żałować, że zostawiłam Billa dla niego..
-Tak naprawdę , to tylko Bilowi na mnie zależy.. –przetarłam ręką po policzku.
Nawet nie zauważyłam , kiedy mama wstała szykując się do pracy.A to oznaczało godzinę ósmą..
-Kochanie, przeziębisz się.. długo tu tak siedzisz? –otworzyła balkon wyganiając mnie z ogrodu.
-Nie mamo, chwilę.. – siedziałam tam cztery godziny , a czułam jakby to było niecałe 10 minut..
Wzięłam szybki prysznic , ubrałam się i wyszłam pobiegać. Tak dawno tego nie robiłam, że energia mnie rozpierała.
Na końcu ulicy Bahlenstrasse spostrzegłam dziewczynę , która pocieszała mnie na koncercie wczorajszego wieczoru.
-Marttina ! –krzyczałam ile sił w płucach.
Za ostatnim razem , odwróciła się i skierowała swoje duże oczy w moją stronę.Uśmiechnęła się.
Rzuciłam się jej w ramiona i nie mogłam powstrzymać łez.. tak bardzo się do niej zbliżyłam podczas tej jednej nocy. Nie wiedziałam jak jej za to podziękować..
- Jak się czujesz.. ? – spytała odgarniając włosy z twarzy.
-Nie uwierzysz co się stało..
Kolejną godzinę przegadałyśmy na ławce w parku.
Na zmianę płakałyśmy i się śmiałyśmy..
- Jej… nieźle.. a w którym parku się umówiliście..?
-W tym.. o 12 .
-To już niedługo..
Kiedy te słowa wypowiedziała , usłyszałam nadchodzące kroki.
Ciemne włosy bardzo rzucały się w oczy , pośród zielonej przestrzeni..