01.18
Otworzyłam oczy.Leżałam na łóżku szpitalnym podłączona do jakiś maszyn.Ruszyłam ręką,czułam jak wszystkie mięśnie napinają mi się z ciężkością.
-Otworzyła oczy!-krzyknął jakiś głos,słyszałam wszystko jakby z za jakiejś mgły.Widziałam,że podbiega do mnie uśmiechnięta pielęgniarka i coś do mnie mówi.
Strasznie bolała mnie głowa,czułam jakby wszystko miałam zmiażdżone..
Chciałam powiedzieć słowo,ale całe gardło mi wyschło.
Oparłam się o ścianę i chwyciłam delikatnie szklankę z wodą.Kiedy wzięłam łyk,wszystko mnie piekło…
Do pokoju wszedł lekarz i kazał mi się położyć.Jakimiś różnymi przedmiotami badał mi oczy i skorę twarzy.Kiedy skończył mogłam znowu normalnie widzieć.
-Gdzie jestem..?-spytałam i znowu wzięłam wody w usta.
-W szpitalu,leżysz tutaj już drugi dzień.Dostałaś sporą ilością trucizny w oczy.Musieliśmy ją usuwać..
Kiwnęłam głową i chwyciłam komórkę leżącą na szufladce.
Rozładowana.
-Był tu ktoś może u mnie..?
-Nie –powiedziała szybko i wyszła z pokoju.
Czułam,że coś jest nie tak.
Następnego dnia wypisano mnie ze szpitala.Ku mojemu zdziwieniu przyjechała po mnie mama.Była strasznie zdenerwowana,zabrała mi komórkę.
-Mamo,muszę powiadomić Atinę,Kamila i Toma..
-Nie żartuj sobie-szepnęła z irytacją i chwyciła mnie za rękę ciągnąc do recepcji.
Zapłaciła za wszystko,założyła mi na głowę okulary i czarną kurtkę.
-Co jest?!-prawie krzyknęłam.
Kiedy wyszłyśmy ze szpitala już wiedziałam.Przed drzwiami stało pełno dziewczyn,gdy mnie zobaczyły krzyczały i płakały ze szczęścia.
Chciałam zatrzymać się,by dać autografy.
-Zostaw!-krzyknęła mama i złapała mnie za ramię.
-Co ty wyprawiasz?!-szarpałam się z nią chwilę.
-Nie wrócisz więcej do tego cholernego Show biznesu.O nie,ja na to nie pozwolę,nie ma mowy!-pociągnęła mnie do samochodu.Wsiadła z nami ochrona.
Okazało się,że mama kupiła dom w Paryżu blisko rzeki,razem ze swoim nowym chłopakiem.
Nie miałam siły,żeby z nią się kłucić.Nie rozumiałam jej.
-Mamo daj mi komórkę,muszę zadzwonić do ludzi,że już ze mną dobrze!
-Zwariowałaś?! Nie ma mowy!
-Co powiedziałaś Kamilowi?
-Że rezygnujesz.
-CO?!
Już rozumiałam co się stało.Mama chciała zakończyć pracę mojego zespołu.Dlatego fanki stały i czekały na mnie.
-Nie rób mi tego..mamo to moje życie!
-Ale ja za ciebie odpowiadam- warknęła i weszłyśmy do domu.
Wszystko w domu przypominało lata starożytne.Naprawdę ładnie i porządnie..
Wojtek- chłopak mamy przypominał z wyglądu jakiegoś rockmena.
Pokazali mi mój pokój.Był komputer.Wygoniłam ich i zamknęlam się na klucz.
Włączyłam szybko gadu-gadu.Na szczęście Atiny numer był podłączony.
-Atina! Nie wiem co jej odbiło..ze mną już dobrze.
Po 10 minutach odpisała.
-Lig nawet nie wiesz jakie twoja matka wywołała zamieszanie!Wiem,że nie masz komórki..zakazała Kamilowi pracy z tobą i powiedziała menagerowi Tokio Hotel,że mają się trzymać od nas jak najdalej!.Wszystkie gazety o tym się rozpisuja..! nie wiem co robić..
-Teraz na pewno się nie wyrwę,ale przekaż Kamilowi,że jutro o 18 pod Barkner.Pokażę im,że mama mnie nie powstrzyma.
Wieczorem się wykąpałam i położylam spać.Nie mogłąm zasnąć.Wszystko takie nowe i dziwne..
Nagle usłyszałam uderzające kamienie w moje okno.Podeszłam i otworzyłam je.
-Na doł!-krzyknęła Atina i wlazła w krzaki.
Jak najszybciej moglam ubrałam się i otworzyłam drzwi od pokoju.Mama z Wojtkiem siedzieli na kanapie i całowali się.
Nie ma nic gorszego jak widok całującej się matki..obrzydziła mnie jej mina i skupienie..
Jak najciszej mogłam skradałąm się do łazienki.Wyszłam oknem do Atiny.
-Jeny myslalam,że już cię nigdy nie zobaczę..-przytuliła się do mnie i mocno pocałowała.
-Zaprowadzę cię do Toma,strasznie to przeżywa..-dodała i złapała mnie za rękę.
Szłyśmy przytulone przez ulice Paryża.Naprawdę niesamowite przeżycie..
Ludzie mijając nas uśmiechali się.
-To tutaj-powiedziała i kazała mi wejść na górę jakiegoś starego bloku..
-A ty.?-spytałam
-To wasza randka..