2010
01.24
Tylko w śnie potrafiłam zaprawdę zapomnieć o całym bólu i żałości wypełniającej serce..
Kiedy otworzyłam oczy , w pierwszym momencie nie mogłam sobie przypomnieć jak się tutaj znalazłam.Ale wszystko wróciło po chwili.
Poprawiłam gumkę na włosach, która podczas spania opadła na same ich końcówki.
I dopiero wtedy poczułam jak bardzo zimno jest na strychu.Spojrzałam na materac, nie przypominałam sobie,żebym się przykrywała kocem.
-To pewnie mama –pomyślałam i podciągnęłam koc pod samą szyję.
Zegarek wskazywał godzinę 4 :30. Słońce jeszcze nawet się nie pokazało..
Wstałam, z nieuwagą depcząc szeleszczący papierek pod moimi nogami.Obok niego leżało pełno misek po jedzeniu, owoce i dwie butelki wody niegazowanej.
Usiadłam z powrotem na materacu i otworzyłam zieloną kopertę.
„Pamiętasz jak obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy..?
Że zawsze nasza przyjaźń przetrwa.
Opuściłaś nas na tak długo.
Wróć, proszę.
Spotkajmy się jutro o 12:00 w parku.
Bill”
-Co..?- powiedziałam sama do siebie nie wierząc własnym oczom.
-Dlaczego? Jak to..? Kiedy on tu był..? skąd wie , gdzie mieszkam..? – pytania sypały się w mojej głowie co chwilę.
Pierwszy raz od tak dawna chciałam krzyknąć z radości..
Ale była też niepewność…
Zbiegłam na dół wpadając do pokoju mamy nie zwracając uwagi na wczesną godzinę.
-Mamo ! Kiedy on tu był?! – wskoczyłam na łóżko obok dużego puchatego kota.
W pierwszej chwili widziałam na jej twarzy wymalowaną złość, że ją obudziłam.Ale chyba zrozumiała ,że jestem zbyt przejęta, aby nie odpowiedzieć..
-Przyszedł jakąś godzinę po twoim wybyciu na strych.. i nawet nie wiem o której poszedł.. chciał siedzieć przy tobie , aż się nie obudzisz..
Zamurowało mnie.On siedział przy mnie.. tak jak kiedyś.. a ja nawet o tym nie widziałam ! Tylko spałam..!
-Mamo ! Ale jak on tutaj trafił..?! –prawie krzyczałam
-Podobno szukał cię.. ale powiedz mi dlaczego Bill..? – wyprzedziła moje pytanie.
-To znaczy… Toma nie było..?
Spojrzała mi głęboko w oczy i lekko kiwnęła głową.
-Przykro mi. A teraz idź lepiej spać. Czeka cię trudny dzień…
Miałam na sobie jedynie krótką pidżamę, ale i tak wyszłam w głąb chłodnego poranku..
Usiadłam na ogrodzie i wpatrywałam się w wschodzące słońce.
Górowało tak nisko.. tak ślicznie witając swoimi promieniami wszystkich mieszkańców..
-Zawsze taka dumna.. – uśmiechnęłam się do nieba.
Zrozumiałam,że nie mogę się poddawać. Że wszystko może wrócić do normy.. do tego jak było kiedyś..
Wiedziałam,że nie będę miała Toma. Że.. że to już koniec.
Prawdziwy koniec..
Ale nigdy nie można wątpić w przyjaciół..
Przez chwilę zaczęłam żałować, że zostawiłam Billa dla niego..
-Tak naprawdę , to tylko Bilowi na mnie zależy.. –przetarłam ręką po policzku.
Nawet nie zauważyłam , kiedy mama wstała szykując się do pracy.A to oznaczało godzinę ósmą..
-Kochanie, przeziębisz się.. długo tu tak siedzisz? –otworzyła balkon wyganiając mnie z ogrodu.
-Nie mamo, chwilę.. – siedziałam tam cztery godziny , a czułam jakby to było niecałe 10 minut..
Wzięłam szybki prysznic , ubrałam się i wyszłam pobiegać. Tak dawno tego nie robiłam, że energia mnie rozpierała.
Na końcu ulicy Bahlenstrasse spostrzegłam dziewczynę , która pocieszała mnie na koncercie wczorajszego wieczoru.
-Marttina ! –krzyczałam ile sił w płucach.
Za ostatnim razem , odwróciła się i skierowała swoje duże oczy w moją stronę.Uśmiechnęła się.
Rzuciłam się jej w ramiona i nie mogłam powstrzymać łez.. tak bardzo się do niej zbliżyłam podczas tej jednej nocy. Nie wiedziałam jak jej za to podziękować..
- Jak się czujesz.. ? – spytała odgarniając włosy z twarzy.
-Nie uwierzysz co się stało..
Kolejną godzinę przegadałyśmy na ławce w parku.
Na zmianę płakałyśmy i się śmiałyśmy..
- Jej… nieźle.. a w którym parku się umówiliście..?
-W tym.. o 12 .
-To już niedługo..
Kiedy te słowa wypowiedziała , usłyszałam nadchodzące kroki.
Ciemne włosy bardzo rzucały się w oczy , pośród zielonej przestrzeni..
2010
01.18
Otworzyłam oczy.Leżałam na łóżku szpitalnym podłączona do jakiś maszyn.Ruszyłam ręką,czułam jak wszystkie mięśnie napinają mi się z ciężkością.
-Otworzyła oczy!-krzyknął jakiś głos,słyszałam wszystko jakby z za jakiejś mgły.Widziałam,że podbiega do mnie uśmiechnięta pielęgniarka i coś do mnie mówi.
Strasznie bolała mnie głowa,czułam jakby wszystko miałam zmiażdżone..
Chciałam powiedzieć słowo,ale całe gardło mi wyschło.
Oparłam się o ścianę i chwyciłam delikatnie szklankę z wodą.Kiedy wzięłam łyk,wszystko mnie piekło…
Do pokoju wszedł lekarz i kazał mi się położyć.Jakimiś różnymi przedmiotami badał mi oczy i skorę twarzy.Kiedy skończył mogłam znowu normalnie widzieć.
-Gdzie jestem..?-spytałam i znowu wzięłam wody w usta.
-W szpitalu,leżysz tutaj już drugi dzień.Dostałaś sporą ilością trucizny w oczy.Musieliśmy ją usuwać..
Kiwnęłam głową i chwyciłam komórkę leżącą na szufladce.
Rozładowana.
-Był tu ktoś może u mnie..?
-Nie –powiedziała szybko i wyszła z pokoju.
Czułam,że coś jest nie tak.
Następnego dnia wypisano mnie ze szpitala.Ku mojemu zdziwieniu przyjechała po mnie mama.Była strasznie zdenerwowana,zabrała mi komórkę.
-Mamo,muszę powiadomić Atinę,Kamila i Toma..
-Nie żartuj sobie-szepnęła z irytacją i chwyciła mnie za rękę ciągnąc do recepcji.
Zapłaciła za wszystko,założyła mi na głowę okulary i czarną kurtkę.
-Co jest?!-prawie krzyknęłam.
Kiedy wyszłyśmy ze szpitala już wiedziałam.Przed drzwiami stało pełno dziewczyn,gdy mnie zobaczyły krzyczały i płakały ze szczęścia.
Chciałam zatrzymać się,by dać autografy.
-Zostaw!-krzyknęła mama i złapała mnie za ramię.
-Co ty wyprawiasz?!-szarpałam się z nią chwilę.
-Nie wrócisz więcej do tego cholernego Show biznesu.O nie,ja na to nie pozwolę,nie ma mowy!-pociągnęła mnie do samochodu.Wsiadła z nami ochrona.
Okazało się,że mama kupiła dom w Paryżu blisko rzeki,razem ze swoim nowym chłopakiem.
Nie miałam siły,żeby z nią się kłucić.Nie rozumiałam jej.
-Mamo daj mi komórkę,muszę zadzwonić do ludzi,że już ze mną dobrze!
-Zwariowałaś?! Nie ma mowy!
-Co powiedziałaś Kamilowi?
-Że rezygnujesz.
-CO?!
Już rozumiałam co się stało.Mama chciała zakończyć pracę mojego zespołu.Dlatego fanki stały i czekały na mnie.
-Nie rób mi tego..mamo to moje życie!
-Ale ja za ciebie odpowiadam- warknęła i weszłyśmy do domu.
Wszystko w domu przypominało lata starożytne.Naprawdę ładnie i porządnie..
Wojtek- chłopak mamy przypominał z wyglądu jakiegoś rockmena.
Pokazali mi mój pokój.Był komputer.Wygoniłam ich i zamknęlam się na klucz.
Włączyłam szybko gadu-gadu.Na szczęście Atiny numer był podłączony.
-Atina! Nie wiem co jej odbiło..ze mną już dobrze.
Po 10 minutach odpisała.
-Lig nawet nie wiesz jakie twoja matka wywołała zamieszanie!Wiem,że nie masz komórki..zakazała Kamilowi pracy z tobą i powiedziała menagerowi Tokio Hotel,że mają się trzymać od nas jak najdalej!.Wszystkie gazety o tym się rozpisuja..! nie wiem co robić..
-Teraz na pewno się nie wyrwę,ale przekaż Kamilowi,że jutro o 18 pod Barkner.Pokażę im,że mama mnie nie powstrzyma.
Wieczorem się wykąpałam i położylam spać.Nie mogłąm zasnąć.Wszystko takie nowe i dziwne..
Nagle usłyszałam uderzające kamienie w moje okno.Podeszłam i otworzyłam je.
-Na doł!-krzyknęła Atina i wlazła w krzaki.
Jak najszybciej moglam ubrałam się i otworzyłam drzwi od pokoju.Mama z Wojtkiem siedzieli na kanapie i całowali się.
Nie ma nic gorszego jak widok całującej się matki..obrzydziła mnie jej mina i skupienie..
Jak najciszej mogłam skradałąm się do łazienki.Wyszłam oknem do Atiny.
-Jeny myslalam,że już cię nigdy nie zobaczę..-przytuliła się do mnie i mocno pocałowała.
-Zaprowadzę cię do Toma,strasznie to przeżywa..-dodała i złapała mnie za rękę.
Szłyśmy przytulone przez ulice Paryża.Naprawdę niesamowite przeżycie..
Ludzie mijając nas uśmiechali się.
-To tutaj-powiedziała i kazała mi wejść na górę jakiegoś starego bloku..
-A ty.?-spytałam
-To wasza randka..
2010
01.13
Wyjaśnienie.
Przepraszam,że wczoraj nie wyjaśniłam niczego,dlaczego zawieszam bloga.
Wyjeżdzam na Zieloną Szkołę- tylko dlatego.
Przez te ostatnie dni mam same poprawy ocen i wogule pełno zamieszania..!
Przepraszam,mam nadzieje,że nadal będziecie odwiedzać mojego bloga.
Kocham was ;*