11.25
Reaktywacja czy chwyt reklamowy?
Niestety, z przykrością serwis awryj-must-die informuje, że Avril postanowiła nagrać nową piosenkę, niestety z powodzeniem.
Oto link do niej, możecie sobie posłuchać: click.
Gdybym miała króciuteńko ją scharakteryzować: treść żadna, urok żaden, klimat żaden, głos Avril prosty, jak zwykle sepleni. Po prostu kompletne dno, kicha i zero. Zwykłe nic.
Podobno owa “niezwykła” piosenka ma się znaleźć na ścieżce dźwiękowej do filmu “Eragon”. Jak to usłyszałam, od razu stwierdziłam, że do kina się nie wybiorę. Tym bardziej, że Eragon (nie obrażając niczyich gustów) zalatuje mi próbą powtórzenia sukcesu Władcy Pierścieni, co jest niemożliwe i nigdy nikomu się już nie uda.
Aff podobno również szykuje się na, o zgrozo, premierę swojej nowej płyty, która odbędzie się już w 2007 roku! Ratuj się, kto może, bo Av zapowiada:
“Muzykę punk i skate’owy styl będę zawsze kochać, nosić w sercu i taką też muzykę zamierzam nadal nagrywać, ale w moim życiu nastąpiły wielkie zmiany. Dojrzałam, czuję się kobietą i mam męża, więc nie zamierzam do czterdziestki wyglądać jak nastolatka – kolorowa kukiełka showbiznesu i niewolnica swojego niegrzecznego wizerunku” – wyznaje szczerze kanadyjska wokalistka, która 15 lipca wzięła ślub z Deryckiem Whibleyem, muzykiem neo-punkowej formacji Sum 41.
Odmieniona, superkobieca Avril pracuje obecnie na planie swego debiutu filmowego “The Flock”, a – jak deklaruje – jej nowa płyta (premiera w 2007 roku) w żadnym wypadku nie będzie popowa, ale rockowa, ostra i mocna!
Żałosne. Żałosne, żałosne, żałosne i jeszcze raz żałosne. Nie chcę mi się już nawet tego komentować, nikt nie chce dziesięć razy słuchać tego samego. Może mnie wyręczycie, dzielni internauci i napiszecie swoją opinię w komentarzach?
P.S – za link i informacje o piosence najserdeczniej jak mogę, dziekuję blogowi anty-avril, natomiast informacje o płycie znalazłam na tym czymś.
A te są jeszcze lepsze. Spójrzcie, jak się zeszmaciła (i pamiętajmy o tym cytatcie: “Nie jestem żadną suką, ale potrafię nią być. Ludzie chcą, żebym na zdjęciach wyglądała seksownie, ale mnie to nie obchodzi.”):
Różowy telefon? Co ona, call girl?
Proszę zwrócić swą szlachetną uwagę na jej buty… Mi się to kojarzy tylko z jednym
To jest po prostu żałosne. Spójrzcie tylko na to. No spójrzcie, i powiedzcie, kim ona się stała. Drugą Britney. Tyle, że taką Britney, która stara się udawać powabną i pełną wdzięku. Żal mi dupę ściska, jak na to patrzę.
Teraźniejsza Avril Lavigne to już nie ta, którą potępiałam.
Tamta wyglądała tak:
Dawna Avril była tą, której tak strasznie nienawidziłam i której zachowanie mnie tak bardzo bulwersowało. Teraz Lavigne nie różni się niczym od pierwszej lepszej giwazdy show-biznesu. Mogłabym równie dobrze zacząć prowadzć tego bloga na temat wszystkich komercyjnych gwiazdek naraz, nikt nie poczułby różnicy.
Nie mam już o czym pisać. Lavigne znika, niedługo nikt już nie będzie o niej pamietać. Nie wydaje płyt, nie koncertuje. Zero. Kompletnie o niej ucichło. Bo nie ma już skandali, nie ma wykreowanego wyglądu, wokół którego był szum.
Kiedyś były cytaty w stylu “Dziewczyny potrafią dawać takiego czadu, jak chłopaki”, “Nie chcę wychodzić na scenę i sprzedawać seks, chcę sprzedawać moją muzykę”, “Ludzie chcą widzieć mnie, więc czemu, stojąc przed kamerą, mam nie nosić tego, co noszę?”.
Teraz są tylko różowe sesje zdjęciowe, blond kłaki… no i proszę, mamy też i podejrzenia co do operacji plastycznej.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem… ale ja chcę starego avril-pozera!
Zajrzycie może na avril-punk-skate?











