06.28
Przepraszam,przepraszam,że w Was zwątpiłam..
Będę pisać nawet wtedy,kiedy zostanie tylko jedna fanka moich opowiadań..
**
Niebo lśniło na tysiące kolorów wywołując łzy w oczach.
Wszystko wydawało się być takie proste,piękne.Może i było,ale tylko do momentu spojrzenia w oczy prawdziwym kłopotom.
Ciągle zastanawiałam się dlaczego to wszystko działo się naprawdę i dlaczego działo się to mi..
Nie potrafiłam zacząć od nowa,dostrzec nowych barw życia i uśmiechnąć się do samej siebie w lustrze.
Wróciłam.Dach domu był strasznie ślizgi od padającego śniegu.Położyłam się na nim i pozwalałam płatkom opadać na twarz.
Minęło sporo czasu od wypadku w klubie, od tamtej chwili nie widziałam Billa ani nikogo innego z zespołu.Całe dnie koncertowałam,a nocami spałam.Jakoś się trzymałam,ale moja psychika była bardzo sszarpana.Nie płakałam tak długo, aż do tej chwili.
Co z tego,że jestem sławna i mam pełno fanów, skoro nie potrafię panować nad własnymi słowami i swoim życiem..
Tego dnia, w rok od dnia kiedy zaczęłam chodzić z Billem dostałam smsa.Nie sądziłam,że będzie pamiętał, nie wiedziałam,że nawet ma mój numer, skoro minęły dwa miesiące.. a on jest taką wielką gwiazdą.Nawet się do niego nie chciałam porównywać.
Z gazet się dowiedziałam,że Atina okłamała Toma, teraz nie są razem i się do siebie nie odzywają.
A ja mam przerwe z zespołem.Tak ustalili ludzie,że podobno nie nadaję się do życia, a tymbardziej do grania.Odkryli ślady cięcia.
“Pamiętam..”
To jedno słowo wywołało we mnie uczucia,których od tak dawna nie ukazywałam.Żyłam jak robot.Jadłam,oddychałam,spałam..
W mojej głowie brzmiało od myśli,tak bardzo chciałam go zobaczyć.
I powiedzieć, że przepraszam..
Chociaż wątpiłam,że to ma dla niego sens.
Wiedziałam,że ma dziewczyne i podobno dla niego znaczyło to wiele..
-Chris, sprawdź proszę,gdzie teraz są Tokio Hotel.. – zeszłam z dachu i weszłam do pokoju chłopaka mamy.Opiekował się mną za co byłam mu bardzo wdzięczna.
Po minucie podszedł do mnie koło kominka.
-Są w Londynie… -powiedział i podał mi herbatę.
-Kup bilet na najbliższy lot, proszę.. – spojrzałam mu w oczy błagalnym wzrokiem.
Przez moment się wachał ,ale chyba przekonały go łzy w moich oczach.
-Twoja mama mnie zabije, naprawdę..
Godzinę później siedzieliśmy w samolocie do Londynu.Nałożyłam słuchawki na uszy i puściłam sobie piosenkę,którą kiedyś mi zadedykował .. Kubuś Puchatek “Już zawsze,na zawsze “.
Chris miał około 30 lat, był o wiele młodszy od mojej matki.Polubiłam go od samego początku za szczerość.Przez cały lot trzymał mnie za rękę.
-Co teraz? Londyn jest ogromny.. – powiedział ładując torbe do taxówki.
Spojrzałam na tarczę Big Bena.
-Masz rację.. jest ogromny.. nie wiem co sobie myślałam chcąc tu przyjeżdzać.. – spojrzałam na niego smutno.
-Jedź do hotelu, ja się troche powłóczę, znam Londyn nie martw się, zdzwonimy się – powiedziałam widząc jak otwiera już usta,żeby zaprotestować.
-Chwila- powiedziałam i wyciągnęłąm z torby prezent..prezent dla Billa.
Kiedy byliśmy razem częśto mówiliśmy,że w naszą rocznice razem pojedziemy London Eye..
-Jeden bilet – poprosiłam miłego starszego pana i wsiadłam do wagonika , nawet nie rozglądając się po nim.
Siedziałam sama, rozglądałam się i podziwiałam.
Tylu szczęśliwych ludzi szło po ulicach szczęśliwi.
Bolało mnie,że nie mogą widzieć moich uczuć.
Kiedy byłam na samym szczycie rozpłakałam się..
“Kiedyś dojdziemy razem na szczyt, zawsze na zawsze będziemy razem..” – wspomniałam jego słowa.
Odwróciłam się w stronę drugiego wagonika.
“Nie , to nie może być prawda..” -pomyślałam i przetarłam oczy..
W tej samej chwili czarne włosy odkryły smutną,znajomą twarz.
Jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki i wlepiły się we mnie.
Łza popłynęła mi po policzku,otarłam ją wierzchem dłoni..Położyłam rękę na szybie, zrobił to samo.
W pewnym momencie podeszła do niego niska blondynka i położyła głowę na ramieniu.
-No tak.. – pomyślałam i odwróciłam się kryjąc łzy.
Na dole panował straszny tłok, więc skorzystałam z okazji i wymknęłam się bokiem w stronę mostu..